wtorek, 6 maja 2014

#1 Louis

     

 - Obiecaj że mnie nigdy nie zostawisz. - powiedziała mała dziewczynka do swojego przyjaciela.
- Obiecuję. - odpowiedział.
                                                  * 10 lat później *

Dwudziesto-letnia dziewczyna szykowała się na zakupy ze swoimi przyjaciółkami: Rose, Scarlett i Katy. Mellody nie miała ochoty nigdzie iść, ale w galerii w której się umówiły miał być koncert jakiegoś sławnego zespołu, którego Rose była wielką fanką. Po 15 minutach po dziewczynę przyszły przyjaciółki. Mel zauważyła że Scarlett i Katy też nie są zadowolone z tego, że będzie tam jakiś super sławny zespół, ale wszystkie musiały iść ze względu na Rose.
Po dotarciu do galerii dziewczyny ujrzały tłum fanek i usłyszały śpiew:
           (...) And them I see you on  the street
                           In his arms I get weak
                          My body fail, I'm on my knees
                         Praying (...)

- Zaraz ja skądś znam ten głos. - powiedziała Mellody i zaczęła się przepychać bliżej sceny, żeby zobaczyć kto to jest. 
- No pewnie, że znasz, One Direction każdy zna. - powiedziała Rose i zaczęła się przepychać razem z przyjaciółką.
Po chwili Mel zatrzymała się tak gwałtownie, aż biedna Rose wpadła na nią i się wywaliła. 
- O boże.....- wyszeptała Mellody. Przed nią stał we własnej osobie Louis Tomlinson. Ten sam, który obiecał że jej nigdy nie zostawi, ten sam, który tydzień później powiedział jej że jest najgorszym co go w życiu spotkało, ten sam, który pięć lat później był świadkiem jak ją gwałcono i nic nie zrobił, stał i patrzył na nią z nienawiścią w oczach. Dwa tygodnie po tym zdarzeniu wyprowadził się z Doncaster do Londynu. Gdy Mellody miała 19 lat wyprowadziła się z rodzinnego domu do stolicy Anglii. Mimo tego, iż wiedziała, że go kiedyś spotka, miała cichą nadzieje że ten dzień nigdy nie nastąpi. A teraz stała przed nim i patrzyła jak uśmiecha się do wrzeszczącego tłumu. Po chwili Louis ujrzał ją. Stała wpatrzona w niego jak w obrazek. Przestał śpiewać. Mikrofon wypadł mu z ręki i z łoskotem upadł na podłogę. Przerażona dziewczyna zaczęła wycofywać się w stronę wyjścia. Wyszła z budynku i zaczęła biec w stronę swojego domu.
- Mel, poczekaj! - krzyczały jej przyjaciółki, ale ona nie słyszała ich. Myślał tylko o tym by uciec jak najdalej od niego. Dobiegła do domu i zaczęła szukać klucza w torebce, w międzyczasie dobiegły do niej dziewczyny.
- Meli, kochanie, co się stało? - zapytała ją Scarlett.
- Pamiętacie jak opowiadałam wam o moim dawnym przyjacielu?
- Tak, ale o co chodzi? - dopytywała się Katy.
- Był w tłumie fanek?
- Nie, to był......Louis.

                                                 * Dwa dni później *

- Mellody idziemy do Milk Shake City?
- Nie, bo on może tam być.
- Nie ma go tam. Na twitterze piszą, że mają jakiś wywiad.
- No dobra to mogę iść.
Dziewczyny chciały żeby przyjaciółka wyszła do ludzi, bo już od dwóch dni siedzi w swoim pokoju i z nikim nie rozmawia.
Po dotarciu na miejsce dziewczyny zajęły sobie stolik i złożyły zamówienia. Siedziały pół godziny i wesoło gawędziły.
- Wiecie co? Dobrze że z wami wyszłam, bo w domu na pewno bym się nudziła.
Ledwo to powiedziała drzwi się otworzyły i do lokalu weszło pięcioro chłopców w kapturach i ciemnych okularach.
- O boże, to oni! Ich poznałabym wszędzie. - pisnęła Rose.
Chłopaki usiedli dwa stoliki dalej dalej od dziewczyn.
- To twoje kolejne gwiazdki? - zaśmiała się Mel.
- To One Direction. Mellody ile razy mam ci powtarzać że.....- Rose dalej coś paplała.
Powiedziała to trochę za głośno, bo wszyscy się odwrócili i się na nią patrzyli. Mellody popatrzyła na Louisa, a on na nią. Po chwili szanowny pan Tomlinson wstał i podszedł do zszokowanej dziewczyny. Ona też wstała. Chciała wyjść, ale chłopak jej na to nie pozwolił.
- Mellody posłuchaj...- jęknął tak cicho że dziewczyna ledwo go usłyszała.
- Nie mam zamiaru cię słuchać, Louis.
- Ale ja muszę ci coś powiedzieć.
- Ale ja nie chcę cię słuchać.
- Uważam, że powinnaś go wysłuchać. - powiedziała stanowczym głosem Katy.
- Mellody, będziemy w galerii. - zadecydowała Scarlett.
- Nie zostawiajcie mnie...
I już ich nie było.
- Może pójdziemy na spacer? - zapytał chłopak.
- No dobra.
Wkurzona Mel nie miała ochoty nigdzie iść, ale chciała wiedzieć co Louis ma jej do powiedzenia.
- Ja.... przepraszam cię za wszystko. Źle postąpiłem zrywając naszą przyjaźń. Wiem też, że nigdy nie wybaczysz mi tego że nie zareagowałem, ale nie mogłem. Ten facet... on... to był mój nauczyciel. Boże co ja zrobiłem....
- To wszystko?
- Tak. Przepraszam, mam nadzieję że mi wybaczysz. Meli zawsze byłaś dla mnie ważna i.....
- Żegnaj Louisie Tomlinsonie mam nadzieję, że w życiu ktoś cię skrzywdzi tak samo jak ty mnie.
Odeszła. Musiała. Nie mogła mu wybaczyć, mimo że coś do niego czuła.

                                         * Dwa miesiące później *

"Wczoraj w godzinach rannych samolot lecący z Los Angeles do Londynu rozbił się. Zginęło siedem osób. Na pokładzie samolotu był sławny boysband One Direction. Pan doktor Robert Miller poinformował nas, że czwórka z nich nie ma poważnych obrażeń, natomiast piąty wokalista boysbandu Louis Tomlinson zapadł w głęboką śpiączkę i nie wiadomo kiedy się wybudzi." 



" ...... Zanim stracił przytomność szeptał imię "Mellody"......"


" ...... Co będzie z One Direction po śmierci Louisa?...."



"...... Zrozpaczone fanki zespołu stoją pod szpitalem i śpiewają ich piosenki....." 



"....... Harry Styles, Liam Payne, Niall Horan i Zayn Malik wyszli ze szpitala....." 


"...... Louis nadal w śpiączce....."

Te i inne informacje pojawiały się w gazetach i mediach.
- Dziewczyny, jadę do szpitala. - oznajmiła Mellody, miesiąc po katastrofie.
- No nareszcie! Już myślałam że nigdy tam nie pojedziesz. - cieszyła się Katy.
                                             ♥♥♥♥♥
- Dzień dobry. Gdzie leży Louis Tomlinson?
- Nie udzielamy takich informacji fankom.
- Jestem jego narzeczoną.
- Sala numer 369.
- Dziękuję.
Co miała zrobić? Musiała skłamać.
Stanęła przed drzwiami do sali 369. Delikatnie nacisnęła klamkę i weszła do środka. Ujrzała Louisa podłączonego do różnych urządzeń. Jego twarz była w niektórych miejscach zadrapana, ale na ustach nadal błąkał się ten sam łobuzerski uśmiech co w dzieciństwie. Podeszła do niego i delikatnie złapała go za rękę.
- Cześć Lou. To ja, Mel. Nie wiem czy mnie słyszysz, ale podobno ludzie w śpiączce słyszą to co się dzieje wokół.  Mam nadzieję, że jak już się obudzisz  opowiesz mi czy rzeczywiście wszystko słyszałeś. - zaśmiała się. - Przez ostatnie trzy miesiące dużo o tobie myślałam. Wtedy, na spacerze potraktowałam cię okropnie. Oczywiście jak to ja później tego żałowałam, że nie zostałam i nie wysłuchałam cię do końca, ale nie mogłam  zostać, bo mój honor mi na to nie pozwalał. Zawsze byłeś dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Już jako mała dziewczynka wiedziałam że  cię kocham. Po twoim odejściu chciałam popełnić samobójstwo, ale nie mogłam, bo nadal miałam tą cichą nadzieję, że dalej będziemy się przyjaźnić, albo nawet stworzymy związek. Chociaż trudno jest mi się do tego przyznać muszę to powiedzieć: ja Mellody Foster zakochałam się w tobie Louisie Tomlinsonie, a nawet śmiało mogę przyznać że cię kocham. I to już wszystko co chciałam ci powiedzieć. Żegnaj.
Wstała i chciała wyjść, lecz zatrzymał ją słaby głos:
- Zostań proszę. Na zawsze.
- Zostanę na zawsze.

                                               
                                          * 10 lat później * 

- Mamo, Nick mi dokuca. - powiedziała mała dziewczynka  wtulając się w swoją rodzicielkę.
- Nick dlaczego dokuczasz siostrze.
- Bo Lisa mnie wkurza.
- To nie znaczy że musisz jej dokuczać. Podajcie sobie rękę na zgodę i idźcie się bawić.
- Jak ty stanowcza. - wychrypiał jej do ucha jej mąż Louis.
- No wiesz w końcu ktoś w tym domu musi być stanowczy. Lou, uważam że jesteś za bardzo pobłażliwy.
- O daj spokój. Chodź do sypialni.
- Dzieci są w pokoju obok.
- No i co z tego? Mellody, nie uważasz że przydałby się im ktoś jeszcze do zabawy?
- Może...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz