wtorek, 6 maja 2014

#2 Zayn

Macie czasami taki moment w życiu, że siedzicie i zastanawiacie się po co żyjecie? Ja mam takie momenty codziennie od czterech lat. Codziennie siedzę w tym samym miejscu, na tym samym fotelu i zastanawiam się po co żyję skoro ciebie już nie ma. Odszedłeś na zawsze i już nigdy do mnie nie wrócisz. Już nigdy nie poczuję twojego zapachu, nigdy nie spojrzę w twoje roześmiane czekoladowe oczy i już nigdy nie poczuję smaku twych ust. Przez te cztery lata kiedy cię nie ma, wmawiam sobie, że może jednak wrócisz, że staniesz w moich drzwiach i powiesz: "Kochanie wróciłem, już na zawsze będziemy razem." Niestety ty nie wróciłeś. Niby żyję normalnie, chodzę do pracy, spotykam się ze znajomymi i udaję pozorne szczęście, jednak bez ciebie wszystko jest puste, jakby bez życia. Umarłam wraz z twoim odejściem. Zostawiłeś mnie bez słowa wyjaśnienia. Napisałeś tylko jednego, głupiego sms-a, że nie pasujemy do siebie i nie możemy być razem. Ostatnio to już nawet nie czekam, bo wiem, że nic nie zdarza się dwa razy.                                                        

                      "Próbujesz sobie przypomnieć, kiedy to wszystko się zaczęło.                                          A zaczęło się wcześniej niż tobie się wydaje.....o wiele wcześniej. 
               Wtedy zaczynasz rozumieć, że  nic nie dzieje się dwa razy.
 Już nigdy nie poczujesz się tak samo, nigdy nie wzniesiesz się trzy metry nad niebo."                   

Pamiętam dzień w którym się poznaliśmy. Poszłam do klubu ze swoją starszą siostrą Lolą, tam siostra zapoznała mnie ze swoimi przyjaciółmi. Wśród nich byłeś ty. Dobrze nam się ze sobą rozmawiało, przetańczyliśmy razem całą noc. Następnego dnia zaprosiłeś mnie na randkę, potem na kolejną i następną... Później poprosiłeś mnie o chodzenie. Byliśmy razem pół roku i było nam ze sobą dobrze. Któregoś dnia dostałam od ciebie sms-a o treści: "Przepraszam, ale nie możemy być razem,bo do siebie nie pasujemy."
I od tej pory straciłam zaufanie do ludzi.
                               
                                                                        *****

Wstałam rano z myślą że niestety muszę iść do pracy, ale potem przypomniałam sobie, że dzisiaj jest sobota.
Miałam ochotę iść na spacer więc poszłam pod prysznic. Po wyjściu spod prysznica wysuszyłam swoje długie kręcone blond włosy i ubrałam się w pomarańczowe rurki, białą bluzkę z długimi, szarymi rękawami i z pomarańczowym napisem "HARLEM 23", białe conversy, czarną bransoletkę z kolorowym napisem love i srebrne kolczyki. Oczy pomalowałam czarnym eye linerem i czarnym tuszem, a usta czerwoną szminką. Włosy upięłam w koka i związałam pomarańczową bandamką.


Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki na śniadanie. Po zjedzeniu poszłam umyć zęby.
Wzięłam telefon i słuchawki i byłam już gotowa. Wychodziłam tylko na spacer, a wystroiłam się jak na jakieś spotkanie. Poszłam się  przejść do parku. Słuchałam piosenki która kiedyś kojarzyła mi się z tobą: TO Szłam nie patrząc przed siebie. Nagle na kogoś wpadłam.
- Uważaj jak chodzisz de.....- nagle zamarłam. Przede mną stał Zayn Malik we własnej osobie.
- Cześć  [T.I]. - powiedział swoim nieziemsko seksownym głosem.
- Hej.
- Dawno się nie widzieliśmy. Już chyba ze cztery lata.
- Yhym.
- Za bardzo się nie zmieniłaś. Dalej wyglądasz jak osiemnastolatka.
- Ty też nic się nie zmieniłeś, Zayn. Co tam u ciebie?
- Prócz tego że się żenię to nic ciekawego.A u ciebie?
- A jakoś leci.
- Dalej pracujesz w Nandos?
- Nie. Teraz jestem na stażu w przedszkolu.
- A to fajnie. Dobra muszę lecieć, wiesz przygotowania do ślubu i takie tam. Miło było cię spotkać. Pa.
- Pa. - i tyle go widziałam.
Pół roku później poznałam Austina. Zaczęło się od przyjaźni, a skończyło na małżeństwie i dwójce cudownych dzieci. Natalie, siostra Austina, to żona Zayna. Tak więc widzieliśmy się w każde święta. O Zaynie całkiem zapomniałam. Teraz liczy się dla mnie tylko Austin i nasze dzieci.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz